Connect with us

Wpisz wyszukiwaną frazę:

News

Kolejna marka rezygnuje z elektryfikacji. Za to stawia na V8 i V12

Aston Martin po raz kolejny przesunął w czasie wprowadzenie swojego pierwszego seryjnego samochodu elektrycznego – najwcześniej ma to nastąpić w 2033 roku, a bardziej prawdopodobnym terminem jest rok 2035. Jednocześnie brytyjski producent ogłosił, że co najmniej do tego samego roku utrzyma w swojej ofercie duże silniki spalinowe V8 i V12. Informację tę przekazał dziennikarzom „Autocara” dyrektor generalny firmy Adrian Hallmark.

aston martin dbx gt3
Fot. Aston Martin

Historia odkładanych terminów

Sytuacja jest o tyle pikantna, że nie jest to pierwsze tego rodzaju przesunięcie w historii marki. Pierwotnie Aston Martin planował elektryfikację swojej oferty już w 2023 roku, kiedy to zapowiedział, że pierwszy seryjny elektryczny model pojawi się w 2025 roku. Do tego oczywiście nie doszło – najpierw premierę przesunięto na 2026 rok, następnie na 2027 rok, a w końcu sam szef firmy mówił jedynie ogólnie o „tej dekadzie”.

Później ta deklaracja została doprecyzowana jako lata 2028–2030, lecz i ten termin nie zostanie dotrzymany. Obecnie wiadomo już, że żaden elektryczny Aston Martin nie pojawi się przed 2033 rokiem, a równie prawdopodobnym terminem jest rok 2035. Nie można też wykluczyć scenariusza, w którym takiego modelu nie będzie nigdy.

Brak motywacji do zmiany

Adrian Hallmark przedstawia sprawę w ten sposób, że sam Aston Martin, biorąc pod uwagę preferencje swoich klientów, nie ma właściwie żadnej motywacji, by wprowadzać taki samochód na rynek. Firma zrobi najwyżej to, do czego zostanie zmuszona przepisami. Konkretnego terminu premiery w praktyce więc nie ma.

„Nie podam żadnej konkretnej daty, ponieważ byłoby to nieprecyzyjne. Może to być rok 2035 albo 2033, ale mieści się to w tym trzyletnim okresie. Na pewno nie będzie to rok 2031” – powiedział Hallmark, który wcześniej kierował elektryczną strategią marki Bentley. Tam również plany elektryfikacji nie zostały zrealizowane zgodnie z pierwotnymi założeniami.

Szef Astona Martina dodał również: „Po prostu musimy zapewnić, że będziemy spełniać wymogi regulacyjne tuż przed 2035 rokiem”. Zastrzegł przy tym, że jego firma jedynie odkłada wprowadzenie samochodów elektrycznych, a nie należy do przeciwników tej technologii – co samo w sobie stanowi dość tragikomiczny obraz obecnych czasów w branży motoryzacyjnej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Audi nie chce AUDI w Europie. Jest pozew i absurdalna sytuacja

Duże silniki spalinowe zostają

Najważniejszym elementem obecnego planu Aston Martina jest zapewnienie, by duże silniki spalinowe o ośmiu i dwunastu cylindrach spełniały normy emisji spalin i mogły pozostać w sprzedaży co najmniej do 2035 roku. Pierwotnie firma zakładała zupełnie co innego – jednostki V12 miały zostać wycofane już w drugiej połowie obecnej dekady.

Częścią tego planu jest hybrydyzacja, jednak – jak podkreślił Hallmark – nie w formie hybryd plug-in. Według niego łagodne hybrydy (mild-hybrid) oraz klasyczne hybrydy pozwalają spełnić wymogi emisyjne bez konieczności stosowania ciężkich akumulatorów i dodatkowego „sprzętu”. Hybrydy plug-in, jego zdaniem, zabiłyby sportowy wizerunek marki.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nowy Hyundai Tucson. Robi wszystko by zniechęcić swoich fanów?

Szerszy kontekst branży

Przypadek Aston Martina nie jest odosobniony – żaden z planów elektryfikacji ogłaszanych przez producentów od Audi po Volvo nie został zrealizowany w pierwotnie zakładanym kształcie. Wszystkie te zamierzenia były od początku oparte wyłącznie na marzeniach i pobożnych życzeniach, ignorując realia techniczne, ekonomiczne i rynkowe.

Plany są modyfikowane wielokrotnie, jeden nierealistyczny termin zastępuje kolejny, aż w końcu firmy dochodzą do wniosku, że najlepszym planem jest brak jakiegokolwiek planu. Aston Martin jeszcze nie doszedł do tego etapu całkowicie, ale wyraźnie się do niego zbliża.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *