Miliardowe inwestycje w elektromobilność trafiają do kosza
Nissan przeznaczył 500 milionów dolarów na modernizację fabryki w Canton w amerykańskim stanie Mississippi. Obiekt miał stać się sercem elektrycznej ofensywy marki na rynku północnoamerykańskim. Planowano tam montaż dwóch nowych modeli elektrycznych, a docelowa zdolność produkcyjna miała sięgnąć 200 tysięcy pojazdów elektrycznych rocznie – i to najpóźniej do roku 2028.
Plany te były jak najbardziej realne i poparte konkretnymi nakładami finansowymi – nie były jedynie marketingową deklaracją. Nissan przez kilka ostatnich lat konsekwentnie podążał ścieżką elektromobilności, ignorując sygnały płynące z rynku i od własnych klientów. Firma próbowała narzucić konsumentom produkty, których ci po prostu nie chcieli kupować, co szybko odbiło się na wynikach sprzedaży.
Ostatecznie twarda rzeczywistość okazała się silniejsza niż korporacyjne wizje. Miliardowe inwestycje kończą jako kolejne zmarnowane pieniądze, choć – jak przyznają sami analitycy – kontynuowanie tej strategii kosztowałoby firmę jeszcze więcej. Rzecznik prasowy Nissana potwierdził zmianę kierunku, stwierdzając, że nowa strategia „jest lepiej dopasowana do warunków rynkowych i oczekiwań klientów”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Bentley też poległ na samochodach elektrycznych. Ogromne zwolnienia
Dramatyczny spadek sprzedaży elektryków przypieczętował decyzję
W 2025 roku Nissan sprzedał w Stanach Zjednoczonych łącznie 873 707 nowych samochodów, co oznacza wzrost o 0,9 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Jednak elektryki nie miały w tym wyniku żadnego udziału – wręcz przeciwnie, ich sprzedaż dramatycznie się załamała. Model Leaf znalazł zaledwie 5 149 nabywców, co oznacza spadek aż o 54,1 procent rok do roku.
Niewiele lepiej poradziła sobie elektryczna Ariya, która trafiła do 14 906 garażów, notując spadek o 24,7 procenta. Wyniki te skłoniły Nissana do decyzji o rezygnacji z oferowania na tym rynku odświeżonej wersji elektrycznego SUV-a. Pierwsze trzy miesiące 2026 roku przyniosły jeszcze bardziej przygnębiające dane – z salonów sprzedaży wyjechało zaledwie 56 sztuk Ariyi, a Leaf zanotował tylko 668 rejestracji, co stanowi dalszy spadek o 71,2 procenta względem analogicznego okresu ubiegłego roku.
Przy tak mizernych wynikach sprowadzanie modelu Leaf z Japonii czy Wielkiej Brytanii przestało mieć jakikolwiek sens ekonomiczny. Nissan oficjalnie zaznacza, że nie rezygnuje całkowicie z elektromobilności w Ameryce, jednak liczby sprzedażowe same w sobie są bezlitosnym komentarzem do tej deklaracji. Elektryczny napęd pozostaje na razie jedynie marginalną alternatywą, zdeterminowaną przez swoją techniczno-ekonomiczną specyfikę – czego japoński producent przez długi czas po prostu nie chciał dostrzec.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Totalna klapa Nissana. Elektryczny model kończy żywot po… 3 latach
V6 i nowa Xterra. Spalinowe SUV-y wracają na linie produkcyjne
Fabryka w Canton nie będzie stała bezczynnie – zamiast elektryków, pracownicy skupią się na produkcji nowego SUV-a Xterra, który pojawi się w 2028 roku na zupełnie nowej platformie. Podstawowym silnikiem dla tego modelu ma być jednostka 3,8 V6, co jednoznacznie sygnalizuje powrót Nissana do sprawdzonych rozwiązań napędowych. To właśnie ten model ma stać się symbolicznym filarem nowej, realistycznej strategii producenta w Ameryce Północnej.
Oprócz Xterry, linie produkcyjne w Mississippi zostaną przeznaczone dla zmodernizowanego pick-upa Frontier oraz dużego, trzyrządowego SUV-a – najprawdopodobniej będzie to nowa wersja modelu Pathfinder w bardziej terenowym wydaniu. Nissan planuje intensywne współdzielenie komponentów między tymi pojazdami, ze szczególnym naciskiem na jednostki napędowe, co ma przełożyć się na obniżenie kosztów produkcji i wzrost efektywności operacyjnej.
Platforma oparta na ramie ma być bazą co najmniej dwóch kolejnych SUV-ów lub pick-upów, które mają trafić na rynek do końca tej dekady. Nissan wraca więc do oferowania tego, czego amerykańscy klienci rzeczywiście szukają i za co są gotowi płacić. Fabryka w Canton, która miała być elektryczną wizytówką marki w USA, staje się ironicznym symbolem zderzenia korporacyjnych ambicji z rynkową rzeczywistością.
