Zysk spadł o 42 procent
Bentley zakończył rok 2025 z wynikami, które trudno uznać za satysfakcjonujące jak na segment ultra-luksusowy. Sprzedaż spadła o 5 procent do poziomu 10 131 pojazdów, a obroty – mimo rosnących cen – skurczyły się o 1 procent. To sygnał, że nawet podwyżki cen nie są w stanie zrekompensować odpływu klientów.
Najgorzej wygląda jednak sytuacja po stronie zysku. Ten runął aż o 42 procent, a marża operacyjna firmy wynosi obecnie zaledwie 8,3 procent. Dla marki z segmentu ultra-premium, gdzie rywale potrafią osiągać marże dwucyfrowe, to wynik wręcz alarmujący i świadczący o głębokiej strukturalnej słabości obecnego modelu biznesowego.
Prezes Bentleya Frank-Steffen Walliser podczas prezentacji wyników sprawiał wrażenie wyraźnie przygnębionego. Jasno dawał do zrozumienia, że firma znalazła się w miejscu, w którym nie chciała się znaleźć, a droga do odbudowy rentowności będzie wymagała trudnych i bolesnych decyzji – zarówno strategicznych, jak i kadrowych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Pierwszy elektryk Lamborghini… będzie hybrydą. Marka zmienia plany
Elektryczne plany w gruzach
Jeszcze niedawno Bentley zapowiadał, że w ciągu czterech lat wprowadzi na rynek aż pięć w pełni elektrycznych modeli. Dziś z tej ambitnej deklaracji pozostał tylko jeden samochód – i to taki, którego sama firma najwyraźniej nie jest szczególnie rada wprowadzać. Cztery pozostałe projekty zostały oficjalnie skasowane.
Jedyny elektryczny Bentley, który trafi na rynek – prawdopodobnie w przyszłym roku – istnieje wyłącznie dlatego, że jego rozwój był już zbyt zaawansowany, by opłacało się go anulować. Walliser przyznał wprost, że rozważano możliwość doposażenia go w silnik spalinowy lub hybrydowy, jednak ze względów technicznych okazało się to niewykonalne. Elektryczny Bentley powstanie więc niejako wbrew woli producenta.
Szef marki otwarcie wyraził wątpliwości co do zdolności firmy do przekonania zamożnych klientów do porzucenia silników benzynowych na rzecz elektrycznych. Jego zdaniem klienci Bentleya doskonale rozumieją, że elektryk oznacza połączenie ograniczonej użyteczności z dramatyczną utratą wartości w czasie – i jest to kombinacja, której po prostu nie chcą akceptować. Jednocześnie Bentley zapowiedział, że będzie kontynuował produkcję samochodów z silnikami spalinowymi nawet po roku 2035.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: 10 procent to za mało. Porsche zwolni jeszcze więcej pracowników
Zwolnienia w Crewe
Kryzys strategiczny ma swoje bezpośrednie przełożenie na sytuację pracowników. Bentley potwierdził, że w Wielkiej Brytanii już teraz zwolnionych zostaje około 140 osób. To jednak dopiero początek – łączna liczba likwidowanych miejsc pracy ma osiągnąć poziom około 275 etatów.
Skala zwolnień nabiera właściwego wymiaru, gdy weźmiemy pod uwagę, że firma zatrudnia łącznie około 4 tysięcy pracowników. Oznacza to, że redukcja dotknie blisko 7 procent całej załogi. Dla zakładu w Crewe, będącego sercem produkcji Bentleya od dziesięcioleci, to cios o znaczeniu symbolicznym, a nie tylko finansowym. Sytuacja Bentleya nie jest odosobnionym przypadkiem – praktycznie wszystkie marki motoryzacyjne, które zbyt pochopnie i zbyt radykalnie postawiły na elektryfikację, przeżywają dziś podobne problemy. Sprzedaż spada, zyski topnieją, strategie są przepisywane od nowa, a pracownicy tracą zatrudnienie.
