Pierwotnie fabryka miała ruszyć wiosną 2025 roku, a produkcja miała rozpocząć się w 2028 roku. Plany te jednak uległy zmianie – Toyota, jak donosi Nikkei, zawiesiła projekt i obecnie analizuje, kiedy i co dokładnie powinno się w niej produkować. Nie oznacza to całkowitej rezygnacji z inwestycji, ale jasno pokazuje, że baterie do elektryków nie są już priorytetem.
Decyzja ta wpisuje się w szerszy kontekst działań Toyoty, która sukcesywnie obniża swoje cele produkcyjne dotyczące samochodów elektrycznych. W 2022 roku firma zapowiadała sprzedaż 1,5 miliona takich aut rocznie do 2026 roku, ale już w 2023 roku zredukowała tę liczbę do miliona, a teraz do zaledwie 800 tysięcy. To pokazuje, jak elastycznie Toyota reaguje na rynkowe realia.
Triumf zdrowego rozsądku
Jeśli ktoś miałby zostać uznany za zwycięzcę w rzekomej rewolucji elektrycznej, to z pewnością jest to Toyota – i to właśnie dlatego, że nie dała się jej porwać. W czasach, gdy wiele firm motoryzacyjnych ślepo podążało za trendem pełnej elektryfikacji, Toyota obrała inną drogę. Jej racjonalne podejście przynosi teraz owoce, a konkurenci mogą tylko patrzeć z zazdrością.
Szef Toyoty, Akio Toyoda, od lat powtarzał, że samochody elektryczne nie przekroczą 30% udziału w rynku. Krytykował polityczne naciski na wymuszanie elektromobilności i podkreślał, że przyszłość nadal należy do silników spalinowych. Dziś dane rynkowe potwierdzają jego przewidywania – Toyota zostawiła rywali w tyle, podczas gdy oni zmagają się z nadprodukcją elektryków, na które nie ma popytu.
Strategia Japończyków była prosta: skupić się na tym, czego chcą klienci, czyli na niezawodnych autach spalinowych, a elektryki rozwijać ostrożnie, z boku. Dzięki temu Toyota nie tylko uniknęła kosztownych pomyłek, ale także zbudowała przewagę, której nikt inny nie jest w stanie obecnie zagrozić. To lekcja pragmatyzmu w świecie pełnym ideologicznych decyzji.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Toyota Corolla XII (E210). Silniki, wady, zalety, opinie. Sprawdzamy rynkowy bestseller, wskazując na co uważać
Granice technologii i rynku
Dlaczego Toyota zawraca z drogi, na którą inni wciąż uparcie brną? Odpowiedź leży w ograniczeniach samochodów elektrycznych: baterie wciąż są drogie, ciężkie i niewystarczająco wydajne, co przekłada się na problemy techniczne, ekonomiczne i użytkowe. Wbrew hurraoptymistycznym zapowiedziom, elektromobilność nie zdobyła serc kierowców na masową skalę. Toyota dostrzegła to jako pierwsza.
Ryzyko związane z pełnym przestawieniem się na elektryki jest ogromne – rynki, pod wpływem politycznych regulacji, mogą pozostać irracjonalne dłużej, niż firmy są w stanie przetrwać finansowo. Jednocześnie istnieje cień szansy na przełom technologiczny, który mógłby wszystko zmienić, ale Toyota nie zamierza stawiać wszystkiego na tę jedną kartę. Zamiast tego woli być przygotowana na różne scenariusze.
Japońska firma nie ignoruje jednak całkowicie elektromobilności. Wie, że są klienci, którzy mimo wad wolą auta elektryczne, i dla nich coś oferuje – ale w granicach rozsądku. To podejście kontrastuje z konkurentami, którzy często pompują miliardy w projekty bez realnego pokrycia w potrzebach rynku, ignorując oczywiste sygnały ostrzegawcze.
Mniej znaczy więcej
Toyota od początku stawiała na minimalizm w kwestii elektryfikacji. W 2022 roku, gdy niektóre marki deklarowały przejście na wyłącznie elektryczne floty, Japończycy planowali, że elektryki stanowić będą 10-15% ich produkcji. Z czasem jednak, widząc słabnący popyt, obniżyli te ambicje do zaledwie 7%. To pokazuje, jak dobrze Toyota potrafi dostosować się do rzeczywistości.
W Chinach, gdzie elektromobilność ma silniejszą pozycję, firma jest nieco bardziej ambitna, ale nawet tam nie zmienia to jej globalnej strategii. Skromne plany produkcyjne idą w parze z ograniczeniem inwestycji – stąd decyzja o wstrzymaniu budowy fabryki baterii. Toyota nie potrzebuje więcej akumulatorów, bo nie potrzebuje więcej elektryków – proste i logiczne.
Tymczasem konkurenci, tacy jak Volkswagen, Ford czy Mercedes, borykają się z problemami wynikającymi z nadmiernego optymizmu wobec elektryfikacji. Nawet specjalistyczne firmy, jak Rimac, nie osiągają sukcesów, jakich można by się spodziewać. Toyota, stojąc mocno na ziemi, udowadnia, że w motoryzacji mniej czasem znaczy więcej – i to ona dyktuje dziś warunki gry.
