Connect with us

Wpisz wyszukiwaną frazę:

News

Domenicali ostry jak nigdy. Politycy zniszczyli przemysł motoryzacyjny i F1

Stefano Domenicali, szef Formuły 1 i były szef Scuderii Ferrari, nieoczekiwanie zabrał głos w debacie o kondycji europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. W wywiadzie dla serwisu Motorsport wprost oskarżył europejskich polityków o doprowadzenie branży do stanu bliskiego nieodwracalnego rozkładu. Jego słowa są tym bardziej zaskakujące, że dotyczą bezpośrednio również sportu, którym sam zarządza.

stefano domenicali f1
Fot. YouTube/Autosport

Przemysł motoryzacyjny w rozkładzie

Stefano Domenicali, mający za sobą błyskotliwą karierę w świecie motorsportu i motoryzacji, mógłby spokojnie korzystać z owoców swojego sukcesu. Zamiast tego zdecydował się publicznie i bez ogródek nazwać przyczyny kryzysu, w którym znalazł się europejski przemysł samochodowy. Jego zdaniem branża już nie stoi przed groźbą rozpadu – ona już się rozpada, a największe europejskie koncerny motoryzacyjne są tego najbardziej wymownym dowodem.

Domenicali podkreśla, że za ten stan rzeczy odpowiadają przede wszystkim politycy, którzy wymusili na producentach samochodów ślepą pogoń za elektryfikacją. Jego zdaniem był to wymóg całkowicie oderwany od realiów rynkowych i technologicznych, który zamiast wzmocnić konkurencyjność europejskiej motoryzacji, doprowadził ją do poważnych problemów. Co gorsza, problemy te są dziś, według niego, trudne do rozwiązania, a w wielu aspektach wręcz nieodwracalne.

Szef F1 zwraca uwagę na pewien mechanizm, który można opisać jako efekt domina. Regulacyjne organy Unii Europejskiej wywarły presję na producentów samochodów, ci zaś zamiast wyjaśnić politykom, że pełna elektryfikacja globalnej floty liczącej blisko dwa miliardy pojazdów jest po prostu niemożliwa, po prostu przyjęli tę agendę i przekazali ją dalej. Skutki tego błędnego koła odczuwa dziś cała branża, a pośrednio również Formuła 1.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Bentley też poległ na samochodach elektrycznych. Ogromne zwolnienia

Jak polityka wjechała na tor wyścigowy?

Domenicali wyjaśnia wprost, dlaczego dzisiejsza Formuła 1 jest „tak bardzo hybrydowa”, choć od samego początku wielu ekspertów wskazywało, że to koncepcja pozbawiona sensu. Przestrzegali przed tym między innymi Adrian Newey oraz Max Verstappen, a ich obawy okazały się w pełni uzasadnione. Funkcjonowanie nowych bolidów jest dokładnie tak problematyczne, jak przewidywali krytycy – Formuła 1 stała się mistrzostwem w strategicznym zarządzaniu odzyskaną energią elektryczną, a nie widowiskiem czystej rywalizacji.

Szef organizacji wyjaśnia jednak, że w momencie podejmowania kluczowych decyzji regulaminowych nie miał realnego wyboru. Formuła 1 jest w znacznym stopniu zależna od zaangażowania producentów samochodów, którzy są jej sponsorami, dostawcami silników i źródłem prestiżu. Przekaz ze strony koncernów motoryzacyjnych był według Domenicalego jednoznaczny: albo seria pójdzie w kierunku elektryfikacji, albo producenci w ogóle przestaną się nią interesować. „Wszyscy producenci wyraźnie zasugerowali, że albo pójdziemy w tym kierunku, albo w ogóle nie będą zainteresowani tym sportem” – powiedział szef F1 w wywiadzie dla Motorsportu.

W konsekwencji regulamin techniczny Formuły 1 został ukształtowany nie tyle przez potrzeby sportowe, ile przez polityczne i korporacyjne oczekiwania producentów, którzy sami byli pod presją unijnych regulatorów. To zamknięty krąg, w którym decyzje polityczne przełożyły się bezpośrednio na to, co oglądamy na torach wyścigowych. Domenicali przyznaje, że wynik tego procesu jest równie absurdalny w motorsporcie, co w przypadku zwykłych samochodów osobowych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nowa Mazda MX-5. Większy silnik, mała masa i zero elektryfikacji

Szef F1 widzi drogę wyjścia

Domenicali nie ogranicza się jedynie do krytyki – wskazuje również możliwe rozwiązanie, zarówno dla Formuły 1, jak i dla szerszego przemysłu motoryzacyjnego. Jego zdaniem idealną ścieżką naprzód są paliwa syntetyczne w połączeniu z zachowaniem silników spalinowych jako głównego napędu. W przypadku Formuły 1 oznaczałoby to możliwość ponownego przemyślenia tego, w jakim stopniu elektryfikacja bolidów jest rzeczywiście konieczna.

Przejście na e-paliwa i silniki spalinowe mogłoby, według szefa F1, przynieść wymierne korzyści dla widowiskowości i poziomu sportowego rywalizacji. Bolidy mogłyby stać się mniejsze i lżejsze, co z kolei pozwoliłoby kierowcom i zespołom ponownie przesuwać granice możliwości. Właśnie tego elementu brakuje dziś w Formule 1, która zamieniła się w szachy na asfalcie, gdzie klucz do sukcesu leży w optymalnym zarządzaniu energią, a nie w mistrzostwie za kierownicą.

Choć Domenicali nie jest pierwszym, który poruszył ten temat, jego słowa padają w wyjątkowym kontekście – wypowiada je człowiek, który sam zarządza „półelektryczną” Formułą 1 i doskonale zdaje sobie sprawę z ograniczeń obecnego systemu. Jak zauważają komentatorzy, trudno oczekiwać, by sama ta wypowiedź cokolwiek zmieniła w krótkim terminie. W świecie jednej słusznej narracji zmiana jest możliwa dopiero wtedy, gdy zmieni się ogólna atmosfera intelektualna i polityczna – a na to, jak na razie, się nie zanosi.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *