Dyrektor generalny Mercedesa, Ola Källenius, trzy lata temu skomentował problemy związane z rozwojem modelu AMG One, żartobliwie przyznając, że „musieli być pijani, zatwierdzając ten samochód do produkcji”. Wszystko wskazuje na to, że nie był to jedyny przypadek, gdy podczas spotkań zarządu krążyła butelka czegoś mocniejszego.
Decyzja o wprowadzeniu ostatniej ewolucji C63 od AMG wymagała wyjątkowo małej dozy rozsądku. Ten kultowy samochód zbudował swoją pozycję wśród entuzjastów nie dzięki literom na klapie bagażnika czy wyrazistemu designowi, ale dzięki wyjątkowemu charakterowi opartemu w dużej mierze na „nieproporcjonalnie” dużych silnikach.
Od legendarnego V8 do kontrowersyjnej hybrydy. Historia upadku legendy
Już pierwsze wersje C36 i C43 AMG wyróżniały się na tle epoki nietypowymi silnikami sześciocylindrowymi, a doładowana kompresorem C32 AMG również była wyjątkowa. Jednak to dopiero wersje 55 i 63 kolejnych generacji przyniosły temu modelowi prawdziwą sławę, oferując różne warianty silników V8 o pojemności od 4,0 do 6,2 litra.
Downsizing jest generalnie praktyką kontrowersyjną, ponieważ jego jedyną pierwotną motywacją jest spełnienie wymogów dotyczących redukcji zużycia paliwa, co zazwyczaj nie interesuje klientów. Można to jednak czasem zaakceptować – przykładem jest przejście BMW M3 z generacji E90 na F80, gdzie zastąpienie czterolitrowego V8 trzema litrami z podwójnym turbodoładowaniem ostatecznie się sprawdziło.
Jednak w przypadku nowego C63 sytuacja jest znacznie poważniejsza. Samochód nie tylko otrzymał dwulitrowy silnik, ale stał się również hybrydą o masie przekraczającej 2,1 tony. Moc, choć chwilowo może być imponująca, w dłuższym okresie opiera się głównie na możliwościach silnika 2.0 turbo. Auto straciło swój charakter, dźwięk i esencję, stając się pozbawionym duszy pojazdem z bardzo wysoką ceną bazową.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Chiński silnik 1.5 w nowych Mercedesach. W ramach cięcia kosztów
Bezlitosne liczby pokazują skalę porażki
Dane z rynku australijskiego, gdzie C63 jest jedynym hybrydowym plug-in w ofercie klasy C, pokazują dramatyczny spadek popularności. W ubiegłym roku tylko 238 osób zdecydowało się na zakup tego modelu, co stanowi spadek do jednej trzeciej sprzedaży poprzedniej generacji z końca jej cyklu produkcyjnego (około 600 aut w 2021 roku) i zaledwie jedną czwartą szczytowej sprzedaży (około 800 aut w 2017 roku).
Udział wersji 63 AMG w całkowitej sprzedaży klasy C również drastycznie spadł – z około 20 procent trzy lata temu do obecnych 12 procent. Szczególnie wymowne jest porównanie z BMW M3 – o ile Mercedes-AMG C63 zawsze znacząco przewyższał sprzedaż konkurenta (w 2017 roku 800 sztuk C63 wobec 409 M3), obecnie sytuacja się odwróciła (238 C63 wobec 399 M3).
Problem nie ogranicza się tylko do wersji AMG – cała obecna Klasa C notuje spadki sprzedaży. W Europie w zeszłym roku znalazła tylko 57 099 nabywców, co oznacza spadek o 28,3 procent rok do roku. Z niegdyś najpopularniejszego modelu marki stała się czwartym najchętniej wybieranym Mercedesem, a po jej piętach depcze już nawet CLA.
