Jako pierwszy o wycofaniu się z memorandum o porozumieniu poinformował Nissan, wskazując na brak możliwości uzgodnienia kluczowych aspektów przyszłej współpracy. Niedługo potem informację o zakończeniu rozmów potwierdziła również Honda.
Dla Nissana, który nie znajduje się obecnie w najlepszej kondycji, współpraca z silniejszym partnerem mogła stanowić szansę na wyjście z trudnej sytuacji. Teraz firma będzie musiała poradzić sobie samodzielnie, co niewątpliwie będzie bolesnym procesem.
Kulisy zerwanych negocjacji
Według pierwotnych planów Nissan i Honda miały utworzyć zupełnie nową spółkę, w której każda marka miałaby równy udział. Do takiego porozumienia skłaniało producentów japońskie ministerstwo przemysłu i handlu, które chciało zapobiec przejęciu Nissana przez tajwański konglomerat Foxconn.
Honda, znajdująca się obecnie w znacznie silniejszej pozycji, od początku stawiała twarde warunki. Dążyła do uzyskania kontroli nad całym połączeniem i wymagała od Nissana osiągnięcia znaczącego zysku do 2026 roku.
Kwestia władzy stała się główną przeszkodą, gdyż wizja Hondy nie odpowiadała menedżerom Nissana, którzy obawiali się o niezależność marki. Chociaż postawione warunki nie były niemożliwe do spełnienia, to szybkie tempo, w jakim doszło do zerwania rozmów, pokazuje skalę różnic między firmami.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Honda CR-V 2025. Wersje, silniki, hybrydy, ceny. Wszystko, co powinniście wiedzieć
Plan ratunkowy i masowe zwolnienia
Nissan natychmiast przeszedł w tryb awaryjny i rozpoczął realizację wcześniej nakreślonych planów restrukturyzacyjnych. W ich ramach firma zwolni dziewięć tysięcy pracowników i ograniczy globalną produkcję o 20 procent. Pierwsze kroki już zostały podjęte – w Chinach Nissan zmniejszył swoje moce produkcyjne z 1,5 miliona do 1 miliona samochodów rocznie.
W bieżącym roku pracę straci 5300 pracowników, a w kolejnym następnych 1200 osób. Równocześnie kadra zarządzająca zostanie zredukowana o 20 procent. Firma rozpoczyna też dogłębną analizę poszczególnych rynków, z których wycofa się w przypadku długotrwałej nierentowności.
Zagrożone są trzy fabryki koncernu. Zakład w Tajlandii już został przeznaczony do zamknięcia. Pod znakiem zapytania stoi również przyszłość brytyjskiej fabryki w Sunderland oraz co najmniej jednego zakładu w Hiszpanii, mimo że oba produkują części nie tylko dla modeli montowanych w Europie.
Ambitne cele i niepewna przyszłość
Kluczowym elementem planu oszczędnościowego jest zwiększenie efektywności produkcji. Nissan postawił sobie za cel osiągnięcie do 2026 roku oszczędności w wysokości 400 miliardów jenów (około 10,4 mld złotych). Japończycy liczą na to, że ich produkcja stanie się rentowna już przy 2,5 miliona samochodów rocznie, podczas gdy obecnie próg rentowności wynosi 3,1 miliona pojazdów.
Połowa planowanych oszczędności ma pochodzić z redukcji kosztów sprzedaży i administracji, a około jednej czwartej z poprawy efektywności produkcji. Wiele z tych działań rozpoczyna się już w tym roku. Jednak Nissan zmaga się z poważniejszymi problemami – marka nie jest obecnie synonimem ani jakości, ani pożądanych samochodów, a bez wprowadzenia nowych produktów powrót na szczyt nie będzie możliwy. Problem w tym, że kasa firmy jest od dłuższego czasu pusta.
Choć pojawia się możliwość współpracy z Foxconnem, jego przewodniczący Young Liu zaznaczył, że bardziej interesuje go szersza współpraca niż sama inwestycja w producenta. Szczególnie niepewna jest przyszłość europejskich fabryk Nissana – eksperci radzą nie liczyć na to, że zakłady w Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii będą działać wiecznie, zwłaszcza że pozycja firmy na Starym Kontynencie nie jest obecnie zbyt mocna.
