Przez lata koncern przekonywał, że jego autonomiczne taksówki będą bezpieczniejsze niż kierowcy z krwi i kości. Tymczasem dostępne dane pokazują coś zupełnie innego – autonomiczne Tesle biorą udział w kolizjach nawet czterokrotnie częściej niż przeciętny kierowca. Co więcej, wciąż nie jest jasne, w jakim stopniu systemy rzeczywiście działają samodzielnie.
W tej sytuacji ogłoszenie startu produkcji Cybercaba wygląda bardziej jak próba odwrócenia uwagi od niewygodnych statystyk niż realny przełom technologiczny. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to przede wszystkim komunikat skierowany do inwestorów, spragnionych pozytywnych sygnałów z Austin.
Obietnice autonomiczności od dekady rozmijają się z rzeczywistością
Jeśli jest coś, na czym w przypadku Tesli można polegać, to niedotrzymywanie terminów – zwłaszcza w kwestii systemów autonomicznej jazdy. Samochody marki miały już ponad dekadę temu samodzielnie przejeżdżać Stany Zjednoczone od jednego wybrzeża do drugiego. Dziś wciąż nie potrafią bezbłędnie opuścić pustego parkingu, nie zahaczając o słupek. Mimo to Elon Musk konsekwentnie podtrzymuje narrację o nieuchronnym triumfie autonomicznych taksówek. W jego wizji firma nieustannie „przesuwa ster historii do przodu”, nie oglądając się za siebie. Nawet jeśli rzeczywistość bywa brutalna.
Na początku lutego Musk zapowiedział, że seryjna produkcja Cybercaba ruszy w kwietniu tego roku. Ostatecznie pierwszy egzemplarz został zmontowany już w tym tygodniu w teksańskiej Gigafactory, gdzie wykonano pamiątkowe zdjęcia z udziałem całej załogi. Pytanie tylko, co właściwie oznacza ten „start produkcji” i czy rzeczywiście mówimy o aucie gotowym do rynkowego debiutu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: 24 dolary za domknięcie drzwi. Absurd z autonomicznymi taksówkami
Cybercab bez kierownicy i pedałów. Odważna wizja czy technologiczne ryzyko?
Cybercab ma być pojazdem całkowicie pozbawionym kierownicy i pedałów. Oznacza to pełne zdanie się na systemy autonomiczne, bez możliwości bezpośredniej interwencji pasażera. Jedyną formą wsparcia ma być zdalny operator, który w razie potrzeby przejmie kontrolę nad autem.
Tym samym Tesla bierze na siebie pełną odpowiedzialność za ewentualne błędy systemu. W przeciwieństwie do rozwiązań takich jak Autopilot czy FSD, nie będzie już można tłumaczyć wypadków niewłaściwym użyciem przez kierowcę. Jeśli dojdzie do kolizji, wina spadnie wyłącznie na producenta.
Co więcej, Cybercab jest autem dwuosobowym, co ogranicza jego potencjalną użyteczność w roli miejskiej taksówki. W realiach amerykańskiego prawa i wymogów ubezpieczycieli, które wciąż zakładają obecność kierowcy za kierownicą, brak tradycyjnych elementów sterowania może okazać się poważną barierą homologacyjną.
Statystyki nie kłamią. Autonomiczne Tesle wypadkowe częściej niż ludzie
Dotychczasowe wyniki Tesli nie potwierdzają jej pozycji lidera autonomiczności. Producent podaje, że przeciętny kierowca uczestniczy w drobnej kolizji średnio co 370 tysięcy kilometrów, a w poważniejszym wypadku co 1,1 miliona kilometrów. Amerykańska agencja National Highway Traffic Safety Administration operuje średnią na poziomie 800 tysięcy kilometrów.
Tymczasem flota robotycznych taksówek Tesli, wdrożona w Teksasie osiem miesięcy temu i oparta na zmodyfikowanych egzemplarzach Tesla Model Y, przejechała łącznie 1 287 000 kilometrów. W tym czasie odnotowano 14 incydentów, co oznacza jedną kolizję średnio co 92 tysiące kilometrów. To czterokrotnie gorszy wynik niż w przypadku zwykłych kierowców.
Co istotne, w tych pojazdach obecni byli operatorzy bezpieczeństwa, którzy prawdopodobnie zapobiegli części zdarzeń. Jeden z incydentów dotyczył zderzenia z SUV-em przy prędkości zaledwie 3 km/h, a mimo to zakończył się hospitalizacją jednej z osób. Pięć z czternastu kolizji miało miejsce w grudniu ubiegłego roku i styczniu tego roku, co nie napawa optymizmem. Dodatkowo Tesla ujawniła informację o hospitalizacji dopiero w grudniu, choć zdarzenie miało miejsce w lipcu, co rodzi pytania o transparentność danych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Hybrydy plug-in 80% bardziej awaryjne niż auta spalinowe. Kolejna fałszywa nadzieja
Czy Cybercab w ogóle wyjedzie na drogi? Prawo i ubezpieczyciele mogą powiedzieć „nie”
Przy takich statystykach trudno oczekiwać, by NHTSA przyznała Tesli wyjątki niezbędne do legalnej eksploatacji Cybercaba na amerykańskich drogach. Obowiązujące przepisy oraz wymagania ubezpieczycieli zakładają bowiem obecność osoby siedzącej za kierownicą, gotowej do przejęcia kontroli.
To właśnie dlatego w dotychczasowych robotycznych taksówkach Tesli wciąż obecny jest operator. Cybercab, pozbawiony kierownicy i pedałów, nie spełnia tego założenia. W obecnym stanie prawnym jego dopuszczenie do ruchu może okazać się niezwykle trudne, jeśli nie niemożliwe. W efekcie cały „start produkcji” może być jedynie medialnym gestem – spektakularnym, ale pozbawionym realnego przełożenia na rynek.
