Pożar wybuchł po godzinie drugiej w nocy i był tak intensywny, że początkowo zgłoszono go jako pożar budynku. Na miejscu słychać było niewielkie eksplozje, a przybyli strażacy odkryli, że płoną 23 pojazdy, głównie Volkswageny Transportery. Żar był tak silny, że spowodował pęknięcia i stopienie szyb w pobliskim budynku policji.
Rzeczniczka policji nie kryła szoku, mówiąc mediom: „Nigdy przedtem nie doświadczyliśmy czegoś takiego, nie w takiej skali”. Według jej szacunków straty sięgają setek tysięcy, a nawet miliona euro. To wydarzenie nie ma precedensu w historii monachijskiej policji.
Szczegóły i okoliczności zdarzenia
W momencie wybuchu pożaru na terenie jednostki przebywało niewiele osób, co mogło ułatwić przeprowadzenie ewentualnego ataku. Na szczęście nikt nie ucierpiał w tym zdarzeniu, co jest szczególnie istotne, biorąc pod uwagę, że w kompleksie znajduje się również jednostka psów przewodników. W pobliżu miały znajdować się kojce dla psów, jednak na nagraniach z akcji gaśniczej nie były one widoczne, co sugeruje, że nie znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie pożaru.
Eksperci podkreślają, że samochody nie są zazwyczaj tak łatwopalne, by jeden pojazd mógł spontanicznie zapalić kilkanaście innych. Jest to szczególnie zastanawiające, gdyż według materiałów udostępnionych przez straż pożarną, pojazdy były rozstawione na stosunkowo dużej przestrzeni. Nawet gdy auta są zaparkowane blisko siebie, zazwyczaj ogień nie przenosi się z jednego na drugie w sposób automatyczny.
Policja rozpoczęła szczegółowe śledztwo w tej sprawie. Choć funkcjonariusze nie wykluczają żadnej możliwości, w tym motywu politycznego, powstrzymują się od przedwczesnych wniosków do czasu przeprowadzenia dokładnego dochodzenia.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Burza w samochodzie. Co robić, kiedy pioruny spotkają cię w samochodzie?
Kontekst polityczny i społeczny
Burmistrz Monachium, Dieter Reiter, mimo swojej przynależności do partii socjaldemokratycznej, zdecydowanie wypowiedział się w tej sprawie, określając zdarzenie jako „atak na demokrację” ze strony „skrajnej lewicy”. Jego stanowcza deklaracja jest szczególnie zaskakująca w kontekście zbliżających się wyborów i częstego obwiniania partii z przeciwnego końca spektrum politycznego.
Swoje przypuszczenia burmistrz opiera prawdopodobnie na wcześniejszych, mniejszych atakach ze strony lewicowych anarchistów. Nie przedstawił jednak żadnych konkretnych dowodów potwierdzających tę teorię w obecnym przypadku. Jego szybka reakcja i jednoznaczne wskazanie winnych wzbudziła niemałe kontrowersje.
Incydent wpisuje się w szerszy kontekst rosnącej liczby przestępstw w Niemczech, których skala i intensywność jeszcze do niedawna wydawały się nie do pomyślenia. Jest to wydarzenie wyjątkowe nie tylko z niemieckiej perspektywy, ale stanowi precedens na skalę europejską.
