Plany były ambitne, ale przyszła rzeczywistość
Sytuacja ta pokazuje, jak śmiertelnie poważnie producenci samochodów traktowali swoje absurdalne plany dotyczące samochodów elektrycznych. Producenci samochodów liczyli nie tylko na szereg nowych modeli elektrycznych i ich produkcję, ale także na wytwarzanie ogromnej ilości baterii do nich. Jednak gdy nie ma popytu na samochody, nie ma też zapotrzebowania na baterie.
Codziennie dyskutujemy o planowanej przyszłości elektromobilności z różnymi ludźmi. Często słyszymy od tych bardziej sceptycznych opinie w stylu: „Producenci samochodów i tak nigdy nie traktowali tego poważnie. Wiedzieli, że nie będzie żadnego szybkiego przejścia na samochody elektryczne i tylko próbowali przypodobać się politykom i części publiczności swoimi wypowiedziami”. Na to można odpowiedzieć tylko: „Szkoda, że tak nie jest”.
W przypadku niektórych producentów z pewnością to prawda, ale większość z pozostałych traktowała to dokładnie tak poważnie, jak to przedstawiała. „Put your money where your mouth is” – mówią Amerykanie w tym kontekście. Po prostu, jeśli mówisz coś na poważnie, udowodnij to, inwestując w to swoje pieniądze. I właśnie to robiły te firmy. W przeciwnym razie nie bylibyśmy dziś świadkami takich wiadomości, jak ta.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nissan w opozycji do Toyoty. Giganci mają kompletnie różne wizje
Wstrzymanie budowy fabryk baterii przez Mercedesa i Stellantisa
Bloomberg informuje, że Mercedes-Benz i Stellantis wstrzymały budowę nowych fabryk baterii, które miały wspierać ich czasem wręcz szalone plany elektryczne. Przypomnijmy sobie zwłaszcza zupełnie bezsensowne zamiary Mercedesa, które zostały odwołane dopiero niedawno. Stellantis był nieco ostrożniejszy, ale i on głosił, że w ciągu kilku lat przejdzie na samochody elektryczne w przypadku wielu swoich marek. To też się już nie stanie, a dziś niektóre modele, które kiedyś miały być czysto elektryczne, znów dostają silniki spalinowe. Swoją drogą, akurat samochody elektryczne wielu marek Stellantisa są bardzo słabe w porównaniu do rynkowych rywali.
Obie wymienione firmy nie zaangażowały się bezpośrednio w produkcję baterii, ale poprzez joint venture o nazwie Automotive Cells Company, w skrócie ACC. Ciekawe jest to, że jeszcze na początku tego roku ACC otrzymała od Mercedesa i Stellantisa środki o wartości 4,7 miliarda dolarów, aby ukończyć cztery fabryki produkujące akumulatory litowo-jonowe do samochodów elektrycznych. Jest czerwiec i z tych planów niewiele zostało. Tylko fabryka w Billy-Berclau we francuskim Douvrinie jest bliska ukończenia, budowa trzech kolejnych fabryk w Niemczech i we Włoszech została wstrzymana.
ACC oficjalnie stwierdza, że wstrzymała dalszy rozwój swojej działalności w celu ponownego przemyślenia dotychczasowego kierunku firmy i zareagowania na aktualne trendy rynkowe. Nie zamierza jednak dojść do żadnych wniosków wcześniej niż na przełomie 2024 i 2025 roku – dopiero wtedy zdecyduje, czy budowa kolejnych fabryk będzie kontynuowana, czy też tylko fabryka w Douvrinie zostanie ukończona.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Bagażnik o pojemności 415 litrów i ciekawy design. Ten SUV to mocna alternatywa dla Toyoty C-HR
Firmy czekają na wzrost sprzedaży samochodów elektrycznych
Szef ACC, Yann Vincent, w związku z tą decyzją, wskazał na spadające liczby sprzedaży samochodów elektrycznych w Europie. Szansę na wzrost widzi tylko w segmencie mainstream. Ani Mercedes, ani Stellantis, które w pełni kontrolują ACC, najwyraźniej nie widzą szansy na znaczący wzrost sprzedaży samochodów elektrycznych w perspektywie kilku kolejnych lat, ponieważ budowa nowych fabryk zajęłaby właśnie tyle czasu.
Do tego czasu firmy będą musiały zadowolić się tym, co mają. I najwyraźniej nie będą miały z tym najmniejszego problemu. Sytuacja ta jasno pokazuje, że producenci samochodów nie spodziewają się gwałtownego wzrostu popytu na samochody elektryczne w najbliższych latach, mimo wcześniejszych ambitnych deklaracji i planów.
Decyzja o wstrzymaniu budowy nowych fabryk baterii przez Mercedesa i Stellantisa to wyraźny sygnał, że rzeczywistość rynkowa weryfikuje plany szybkiej elektryfikacji motoryzacji. Producenci samochodów muszą dostosować swoje strategie do faktycznego popytu i zainteresowania klientów, a nie do politycznych deklaracji czy medialnych trendów. Najbliższe lata pokażą, jak będzie wyglądać realne tempo przechodzenia na napędy elektryczne w Europie i na świecie.
Decyzja ta może też być początkiem fali potwierdzającej, że producenci samochodów nie widzę już przyszłości wyłącznie w samochodach elektrycznych. Na decyzję czeka choćby Konin, w którym budowę akumulatorów do samochodów elektrycznych rozpoczęto w 2020 roku, ale następnie ją przerwano, a teren zmienił właściciela. Inwestycję od Johnson Mathey przejęła EV Metals Group, która miała dokończyć budowę do 2025 roku. Coraz mniej wskazuje, że ten termin jest realny.
