Connect with us

Wpisz wyszukiwaną frazę:

News

To koniec KTM. Hindusi przejęli aktywa

Austriacki KTM, jeszcze niedawno lider europejskiego rynku motocykli, stanął na skraju bankructwa z długami sięgającymi blisko 3 miliardów euro. W ostatniej chwili hinduski Bajaj Auto przejął pełną kontrolę nad firmą, inwestując 600 milionów euro, by spłacić najpilniejsze zobowiązania. Czy to ratunek, czy początek końca dla europejskiego przemysłu motocyklowego?

ktm siedziba
Fot. KTM

Szokujący zwrot w historii KTM

Historia austriackiego KTM, jeszcze niedawno największego europejskiego producenta motocykli, przybrała dramatyczny obrót. Firma, która zdawała się być w doskonałej kondycji, stanęła na skraju bankructwa, a jej los został przypieczętowany przejęciem przez hinduskich inwestorów. To wydarzenie wstrząsnęło branżą motocyklową i wywołało pytania o przyszłość europejskiego przemysłu.

KTM, znane z innowacyjnych modeli i rekordowej produkcji, wydawało się nietykalne. Jednak pod powierzchnią sukcesów kryły się poważne problemy finansowe, które ujawniły się w listopadzie zeszłego roku, zaskakując zarówno fanów marki, jak i analityków rynku.

Przejęcie przez hinduską grupę Bajaj Auto International Holdings to dla KTM ratunek przed likwidacją, ale jednocześnie oznacza utratę kontroli przez dotychczasowych, austriackich właścicieli. Choć oficjalnie mówi się o „rozszerzeniu partnerstwa”, rzeczywistość jest bardziej brutalna – KTM jako europejski producent przestał istnieć w dotychczasowej formie.

Przyczyny katastrofy finansowej

Problemy KTM zaczęły się od fatalnej strategii produkcyjnej. Firma produkowała setki tysięcy motocykli na zapas, finansując to ogromnymi pożyczkami. Długi spółki-matki, Pierer Mobility, sięgnęły astronomicznej kwoty blisko 3 miliardów euro.

Sytuacja stała się krytyczna, gdy sąd nakazał KTM spłatę niemal 600 milionów euro w trybie pilnym. Brak sprzedaży nagromadzonych zapasów sprawił, że firma nie miała środków na uregulowanie zobowiązań, co doprowadziło ją na skraj przepaści.

To, co z zewnątrz wyglądało na zdrową i dynamicznie rozwijającą się firmę, okazało się iluzją. Nadmierna produkcja na kredyt, bez zapewnienia popytu, była gwoździem do trumny KTM i ujawniła braki w zarządzaniu finansami przedsiębiorstwa.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zielony ład w pełni. Kolejna fabryka baterii na skraju bankructwa

Przejęcie przez Bajaj to koniec austriackiej kontroli

Struktura własnościowa KTM była skomplikowana, co utrudniało zrozumienie sytuacji. Pierer Mobility, właściciel KTM, GasGas i Husqvarny, była kontrolowana przez Pierer Bajaj AG, w której większość (50,1%) należała do austriackiej Pierer Industrie AG, a reszta do hinduskiego Bajaj Auto. Teraz jednak Bajaj przejął całość udziałów, stając się jedynym właścicielem.

Aby uratować KTM przed bankructwem, Hindusi zainwestowali dodatkowe 600 milionów euro, po wcześniejszych 200 milionach, co pozwoliło spłacić najpilniejsze długi. W zamian przejęli pełną kontrolę nad firmą, pozbawiając Austriaków jakiegokolwiek wpływu na przyszłość marki.

Choć Pierer Mobility nazywa to sukcesem i zapewnia, że produkcja pozostanie w Austrii, eksperci są sceptyczni. Przejęcie może prowadzić do stopniowego przenoszenia produkcji do Indii, gdzie koszty są znacznie niższe, co byłoby kolejnym ciosem dla europejskiego przemysłu.

Co dalej z KTM i europejskim przemysłem?

Przyszłość KTM w rękach hinduskich właścicieli pozostaje niepewna. Choć obecnie istnieją zapewnienia o utrzymaniu produkcji w Austrii, brak kontroli ze strony Austriaków oznacza, że decyzje będą podejmowane w Indiach. W perspektywie kilku lat może to skutkować przeniesieniem kluczowych procesów produkcyjnych do Azji.

To wydarzenie to kolejny dowód na trudności, z jakimi boryka się europejski przemysł. Jeśli nawet tak znaczący gracz jak KTM nie był w stanie przetrwać bez interwencji azjatyckich inwestorów, rodzi się pytanie o przyszłość innych firm na kontynencie.

Transakcja czeka jeszcze na zatwierdzenie przez europejskie urzędy antymonopolowe, ale nie oczekuje się większych przeszkód. Dla fanów KTM i obserwatorów branży motocyklowej jest to jednak czarny dzień, który może zwiastować dalsze zmiany w krajobrazie europejskiego przemysłu.