Mercedes zignorował liczne ostrzeżenia ekspertów i z pompą wprowadził ten model na rynek. Teraz boleśnie przekonuje się, jak bardzo chybił celu. Krytycy od początku wskazywali, że to auto nie ma szans na sukces, a rzeczywistość potwierdza ich przewidywania.
Porażka elektrycznego G jest tym bardziej dotkliwa, że firma zainwestowała ogromne środki w jego promocję. Mimo to klienci pozostają obojętni, a model stał się symbolem nietrafionych decyzji strategicznych niemieckiego giganta.
Dlaczego elektryczne G nie miało szans?
Mercedes klasy G to ikona motoryzacji – 2,5-tonowy SUV o aerodynamice pudełka, który zdobył popularność dzięki wizerunkowi „macho” i militarnej historii. Elektryfikacja takiego pojazdu była od początku skazana na porażkę. Dodatkowa masa akumulatorów zwiększyła wagę do 3,1 tony, co w połączeniu z baterią o pojemności zaledwie 116 kWh nie mogło przynieść sukcesu.
Techniczne ograniczenia to tylko część problemu. Marketingowo model również nie trafił w gusta odbiorców. Klasa G jest kojarzona z surowością i tradycją, a nie z ekologicznym wizerunkiem, który próbuje promować elektryczny napęd. Klienci, którzy kochają ten model za jego bezkompromisowy charakter, nie widzą sensu w jego „zielonej” wersji.
Mercedes zdawał się ignorować oczywiste sygnały. Eksperci z branży wielokrotnie ostrzegali, że elektryczna G Klasa nie znajdzie odbiorców. Firma jednak uparcie brnęła w ten projekt, kierując się bardziej ideologią niż zdrowym rozsądkiem.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Całkowita zmiana w Mercedesie. Wielki powrót do silników spalinowych
Ogromne nakłady na promocję nie pomogły
Mercedes nie szczędził wysiłków, by wypromować elektryczne G. Auto zostało zaprezentowane z rozmachem w Las Vegas, gdzie zademonstrowano jego „tank turn” – widowiskowy manewr obrotu w miejscu. W kampanii reklamowej udział wziął sam prezes firmy, a do współpracy zaangażowano hollywoodzką gwiazdę, Bradleya Coopera, który otrzymał egzemplarz za darmo.
W przeciwieństwie do innych modeli elektrycznych, takich jak EQS, które krytykowano za nietypowy design, elektryczne G zachowało klasyczny wygląd klasy G. Zrezygnowano też z pierwotnej nazwy EQG na rzecz bardziej tradycyjnego „Mercedes G580 with EQ Technology”. Te kroki miały przyciągnąć fanów marki, ale okazały się niewystarczające.
Pomimo tych starań reakcje rynku były chłodne. Już na wczesnym etapie kampanii pojawiały się sygnały, że zainteresowanie modelem jest znikome. Działania promocyjne, choć kosztowne, nie zdołały zmienić rzeczywistości – klienci po prostu nie chcieli tego auta.
Dramatyczne wyniki sprzedaży
Po 14 miesiącach od premiery dane sprzedażowe elektrycznego Mercedesa G są katastrofalne. W Europie, według Data Force, sprzedano zaledwie 1450 egzemplarzy. W Chinach wynik jest jeszcze gorszy – tylko 58 samochodów znalazło nabywców. W Polsce od stycznia do maja 2025 roku sprzedano zaledwie 36 sztuk, co w porównaniu z popularnością spalinowych wersji G (150 sztuk w analizowanym okresie) jest przeciętnym wynikiem.
Firma musi teraz zmierzyć się z pytaniem, dlaczego w ogóle zdecydowała się na ten model, ignorując racjonalne ostrzeżenia. Co więcej, plany wprowadzenia w 2027 roku „małej klasy G” w wersji wyłącznie elektrycznej budzą obawy o kolejne fiasko. Mercedes rozważa dodanie wariantu spalinowego, ale jeśli podejście firmy pozostanie równie nietrafione, jak w przypadku CLA, trudno oczekiwać przełomu.
