Chyba każdy chciałby oddychać czystszym powietrzem, ale już znacznie mniej osób marzy o słabszym samochodzie. Właśnie na tym polu pojawia się konflikt, który niesie ze sobą nowa norma emisji spalin Euro 7. Choć ostatecznie nie okaże się ona tak restrykcyjna, jak pierwotnie planowano, już teraz wpływa na parametry techniczne wielu silników spalinowych.
W praktyce oznacza to, że niektóre jednostki homologowane według nowszych przepisów oficjalnie dysponują mniejszą mocą niż wcześniej. Zmiany te nie zawsze wynikają z konieczności drastycznego obniżania limitów emisji, ale raczej z nowych procedur testowych oraz bardziej rygorystycznych warunków pomiarowych.
Co istotne, w większości przypadków kierowcy nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że ich auto „straciło” konie mechaniczne. Producenci nauczyli się bowiem skutecznie maskować te różnice, szczególnie w samochodach zelektryfikowanych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: BMW i Mercedes mają ten sam problem. Popularność nie zawsze popłaca?
BMW M5 i XM: mniej koni, ta sama brutalna siła
Najbardziej spektakularnym przykładem jest nowy silnik V8 o pojemności 4,4 litra stosowany w BMW M5 oraz BMW XM. Jednostka ta, aby spełnić wymogi homologacyjne, straciła aż 41 KM mocy. Brzmi poważnie, ale w praktyce nie ma powodów do paniki.
BMW wprowadziło szereg modyfikacji w silniku oznaczonym kodem S68. Zmieniono m.in. sposób oczyszczania spalin, zoptymalizowano oprogramowanie sterujące pracą jednostki oraz zastosowano cykl spalania Millera. W porównaniu z klasycznym cyklem Otto pozwala on poprawić efektywność poprzez dłuższe otwarcie zaworów dolotowych i skrócenie efektywnej fazy sprężania.
Efekt jest taki, że moc samego silnika V8 biturbo spadła z 585 do 544 KM. Jednocześnie całkowita moc układu hybrydowego typu plug-in pozostała bez zmian. BMW M5 nadal oferuje 727 KM, a XM Label Red zachowuje imponujące 748 KM.

BMW XM | Fot. BMW
Hybryda ratuje sytuację, ale pytania pozostają
Utraconą moc silnika spalinowego BMW kompensuje poprzez odpowiednie zarządzanie częścią elektryczną. Zmiany w oprogramowaniu pozwalają zmodyfikować charakterystykę oddawania mocy silnika elektrycznego oraz moment osiągania maksymalnej mocy całego układu hybrydowego.
Dzięki temu na papierze wszystko się zgadza, a klient nie odczuwa różnicy podczas codziennej jazdy. Maksymalna moc systemowa pozostaje taka sama jak przed wejściem w życie nowych regulacji, co skutecznie uspokaja potencjalnych nabywców.
Otwarte pozostaje jednak pytanie o osiągi. Dotychczasowe wersje M5 sprzed Euro 7 przyspieszały do 100 km/h w 3,4 sekundy, a cięższy, lecz mocniejszy XM Label w 3,6 sekundy. Jak na samochody o tak dużej masie są to wyniki wręcz spektakularne, choć na razie nie wiadomo, czy nowe homologacje wpłyną na te wartości.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Mercedes faktycznie wraca do V8. W jakim modelu?
Co naprawdę zmienia norma Euro 7?
Wbrew pozorom same limity emisji nie uległy drastycznym zmianom. Dopuszczalne poziomy tlenków azotu pozostały na podobnym poziomie, choć jednocześnie zaostrzono wymagania dotyczące emisji cząstek stałych PM. Klucz tkwi jednak nie w liczbach, lecz w metodologii testów.
Nowe przepisy wymagają, aby samochody spełniały normy emisji w znacznie szerszym zakresie temperatur otoczenia. Dodatkowo niskie emisje muszą być utrzymywane przez dłuższy okres eksploatacji pojazdu, a nie tylko w krótkim cyklu testowym.
To właśnie te dodatkowe warunki sprawiają, że producenci zmuszeni są do korekt w mapach silnika, ograniczania mocy lub sięgania po bardziej zaawansowane rozwiązania technologiczne. Efekty widoczne są nie tylko w autach klasy premium.
Mniej mocy także w popularnych modelach
Zmiany dotknęły również znacznie bardziej przystępnych samochodów. Kia Niro w wersji hybrydowej plug-in do 2024 roku oferowała 183 KM mocy systemowej, jednak obecnie ta wartość spadła do 171 KM, mimo że mówimy o tym samym modelu i tej samej jednostce napędowej.
Silnik benzynowy w Niro stracił 12 KM, spadając z 105 do 93 KM, a w tym przypadku nie udało się już w pełni zrekompensować różnicy elektryfikacją. Również klasyczna wersja hybrydowa została osłabiona, zmniejszając moc z 141 do 129 KM.
Podobny los spotkał Hyundaia Tucsona. Model ten wcześniej deklarował 230 KM, natomiast obecnie jest to 215 KM. Ubytek 15 koni mechanicznych wynika z dostosowania układu napędowego do normy Euro 6e, która – mimo złagodzenia przepisów Euro 7 pod naciskiem producentów – i tak pozostaje bardziej wymagająca. Po raz pierwszy w historii testowane są również emisje cząstek pochodzących z hamulców i opon, co wyznacza zupełnie nowy kierunek regulacji.
