Connect with us

Wpisz wyszukiwaną frazę:

News

Hybrydy plug-in 80% bardziej awaryjne niż auta spalinowe. Kolejna fałszywa nadzieja

Ktoś, kto myślał, że wyposażenie samochodu w dwa układy napędowe zamiast jednego nie przyniesie więcej problemów technicznych, wyraźnie się mylił. Nadal czekamy na moment, gdy przemysł motoryzacyjny ponownie doceni prostotę konstrukcji jako drogę do poprawy niezawodności i efektywności.

ford escape phev
Fot. Ford

Hybrydy plug-in przedstawia się jako idealne połączenie zalet obu światów. Ich układ napędowy składa się bowiem zarówno z silnika spalinowego, jak i jednego lub kilku silników elektrycznych. Te ostatnie mają zapewniać bezemisyjną jazdę przede wszystkim w miastach, choć współczesne modele dysponują już bateriami na tyle dużymi, by wystarczyły na krótsze wyjazdy. Silnik benzynowy (lub w rzadkich przypadkach diesla) w połączeniu z zbiornikiem paliwa eliminuje obawy o ograniczony zasięg i niedostateczną infrastrukturę ładowania.

Wszystko to wieńczy niższa cena w porównaniu z czysto elektrycznymi pojazdami, gdzie wysokie koszty baterii nadal windują cenę. Wydawałoby się zatem, że to kierunek, w którym masowy odbiorca pójdzie bez narzekania. Nic bardziej mylnego – hybrydy plug-in potrafią zachwycić głównie na papierze, w rzeczywistości jawią się raczej jako najgorsze z obu światów, i to nie tylko w kwestiach dotychczas omawianych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: ADAC sprawdził baterie w hybrydach plug-in. Wyniki są druzgocące

Badanie Consumer Reports ujawnia skalę problemów z niezawodnością PHEV

Jasno pokazuje to badanie magazynu Consumer Reports, oparte na doświadczeniach właścicieli około 380 tysięcy samochodów z różnymi układami napędowymi, wyprodukowanych w latach 2000–2025. Mamy tu więc zarówno zupełnie nowe, jak i starsze modele wszystkich typów w dużej liczbie egzemplarzy, z zarejestrowanymi wszelkimi problemami. PHEV-y mają ich na koncie niestety bardzo dużo – w porównaniu z czysto spalinowymi autami są o 80 procent bardziej awaryjne.

Bardzo podobnie wyglądają statystyki dla samochodów czysto elektrycznych. Consumer Reports wskazuje, że dla ponad połowy marek uwzględnionych w badaniu najmniej niezawodnym modelem jest właśnie ten z napędem plug-in hybrid lub w pełni elektrycznym. Najczęstsze problemy dotyczą przede wszystkim baterii, ładowania oraz całego układu napędowego.

To dodatkowo pogłębia kłopoty, ponieważ naprawy tego typu należą do najdroższych. Hybrydy ładowane z gniazdka mogą zatem stać się ogromną pułapką finansową pod każdym względem związanym z posiadaniem – włącznie ze znacznym spadkiem wartości rynkowej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nowy podatek od przejechanych kilometrów. To już nieuniknione?

Jakie są najgorsze modele?

Wśród kompaktowych SUV-ów niechlubne pierwsze miejsce zajął Ford Escape PHEV, którego właściciele zgłaszają liczne wymiany oryginalnych baterii, problemy z chłodzeniem akumulatora, ładowaniem czy wadliwą elektroniką. Do tego dochodzą skargi na zawieszenie, układ kierowniczy oraz klimatyzację. Z kolei Jeepy Wrangler 4xe i Grand Cherokee 4xe „cierpią” głównie na awarie części hybrydowej, gdzie problemy z bateriami łączą się z usterkami silników elektrycznych.

W segmencie dużych SUV-ów najwięcej krytyki zebrała Mazda CX-90 PHEV – tu właściciele muszą zmagać się z elektroniką, skrzynią biegów, hamulcami czy sterowaniem klimatyzacją. Negatywne opinie dotyczą też jakości lakieru i elementów wnętrza, a dodatkowo zgłaszane są liczne wycieki płynów eksploatacyjnych lub przeciwnie – przedostawanie się wody do kabiny. Podobne słowa „uznania” padają pod adresem Volvo XC60 PHEV, które może niespodziewanie przejść w tryb awaryjny i nie pozwolić na jazdę szybciej niż 42 km/h.

Nie łudźmy się, że jakakolwiek hybryda plug-in wypadnie zasadniczo lepiej. To ewidentnie problem systemowy, wynikający z absurdalnie skomplikowanej konstrukcji. Czy naprawdę ktoś wierzy, że kilkoma silnikami i bateriami w aucie ważącym łatwo ponad 2 tony da się osiągnąć efektywność porównywalną z zwykłym, lżejszym dieslem z jednym silnikiem, zdolnym pracować niemal wiecznie? Niestety, w ostatnich latach przemysł motoryzacyjny mocno zapomniał o zaletach prostoty – wszystko wydaje się robione „na siłę”.