Connect with us

Wpisz wyszukiwaną frazę:

News

Nowy podatek od przejechanych kilometrów. To już nieuniknione?

Europa wchodzi w nową erę opłat drogowych. Spadające wpływy z podatków od paliw i chroniczny brak pieniędzy na utrzymanie dróg wymuszają wprowadzenie powszechnego podatku od przejechanych kilometrów. Opłata będzie dotyczyła wszystkich pojazdów – także w pełni elektrycznych i hybryd plug-in.

drogi duże miasto

Nie ma już odwrotu. W najbliższych latach wszyscy kierowcy będą płacić za rzeczywiste użytkowanie samochodu, a dotychczasowe przywileje dla aut na prąd stopniowo znikną. System finansowania dróg wymaga pilnych zmian, a budżety państw nie mogą dłużej polegać wyłącznie na podatkach od benzyny i oleju napędowego.

Politycy i eksperci są zgodni: obecny model się załamał. Elektryfikacja transportu postępuje szybciej niż przewidywano, więc wpływy z akcyzy paliwowej spadają lawinowo. Jedynym sposobem na dalsze utrzymanie i modernizację infrastruktury jest wprowadzenie opłaty zależnej od dystansu.

Dlaczego drogi potrzebują nowych pieniędzy?

W niemal wszystkich krajach Europy utrzymanie autostrad i dróg ekspresowych jest deficytowe. W Hiszpanii szacuje się, że brakuje obecnie ok. 11,5 mld euro na niezbędne remonty i inwestycje. Podobne problemy mają Niemcy, Francja czy Włochy.

W odpowiedzi rządy i organizacje branżowe szukają modelu „płać za to, co zużywasz”. W Hiszpanii stowarzyszenie przedsiębiorców budowlanych i koncesjonariuszy Seopan proponuje już konkretną stawkę: 3 eurocenty za kilometr dla samochodów osobowych i lekkich dostawczych oraz 14 eurocentów dla ciężarówek i autobusów.

Taki system pozwoliłby nie tylko sfinansować bieżące utrzymanie, ale także zagwarantować wysoki poziom bezpieczeństwa i jakości dróg w dłuższej perspektywie. Bez niego wiele krajów będzie musiało ograniczyć inwestycje lub dopłacać do infrastruktury z budżetu ogólnego.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: ADAC sprawdził baterie w hybrydach plug-in. Wyniki są druzgocące

Drastyczny spadek wpływów z podatków od paliw

Drugi, równie poważny powód przyspieszenia prac nad podatkiem od kilometra to gwałtowny spadek sprzedaży paliw kopalnych. Im więcej aut elektrycznych i hybrydowych na drogach, tym mniej pieniędzy z akcyzy i VAT od benzyny oraz diesla wpływa do skarbu państwa.

Jeszcze kilka lat temu podatki od paliw stanowiły jedno z najważniejszych źródeł dochodów budżetowych. Dziś w krajach przodujących w elektryfikacji (Norwegia, Holandia, Wielka Brytania) widać już wyraźne dziury budżetowe spowodowane tą zmianą.

Norwegia jako pierwsza wprowadziła niedawno podatek od kilometra także dla aut czysto elektrycznych. Wielka Brytania idzie o krok dalej i oficjalnie zapowiada powszechną opłatę dla wszystkich pojazdów niezależnie od napędu – to sygnał, że ten model wkrótce stanie się standardem w całej Europie.

Wielka Brytania wprowadza eVED – podatek specjalny dla elektryków

W budżecie na nadchodzące lata rząd Keira Starmera dyskretnie umieścił nową daninę nazwaną „Electric Vehicle Excise Duty” (eVED). Od kwietnia 2028 roku właściciele aut w pełni elektrycznych będą płacić 3 pensy (ok. 3,4 eurocenta) za każdy przejechany kilometr.

Kierowca pokonujący średnio 16 100 km rocznie (10 000 mil) zapłaci więc dodatkowo ok. 342 euro rocznie. Właściciele hybryd plug-in zapłacą połowę tej kwoty. Po raz pierwszy auta elektryczne tracą status „zwolnione z opłat drogowych”.

Rząd tłumaczy, że nawet po wprowadzeniu eVED kierowcy elektryków i tak będą płacić mniej więcej połowę tego, co obecnie płacą właściciele aut spalinowych w podatkach od paliwa. Dodatkowo przedłużono do września 2026 roku obniżkę akcyzy na benzynę i diesla o 5 pensów za litr.

Jak będzie sprawdzany rzeczywisty przebieg?

Brytyjski skarb państwa planuje coroczną weryfikację przebiegu podczas obowiązkowego przeglądu technicznego (MOT). Podstawą obliczeń ma być wskazanie licznika.

Rząd zdaje sobie sprawę, że liczniki można łatwo cofać, dlatego równolegle trwają prace nad zabezpieczeniami przed oszustwami. Problemem jest także fakt, że obecny system doliczałby również kilometry przejechane za granicą, np. w czasie wakacji.

Trwają dyskusje, czy nie lepiej wprowadzić bardziej zaawansowane rozwiązania – np. obowiązkowe urządzenia GPS lub telematykę pokładową – ale na razie wybrano najprostszy wariant oparty na tradycyjnym drogomierzu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Szef BMW ostro wali w UE. Mimo, że jego marka radzi sobie świetnie

Ile Wielka Brytania zarobi na nowym podatku?

W pierwszym roku obowiązywania eVED (2028/2029) do budżetu ma wpłynąć ok. 1,25 mld euro. Dwa lata później kwota ta ma wzrosnąć do ponad 2,16 mld euro rocznie.

Ostateczna wysokość wpływów będzie zależała od tempa elektryfikacji brytyjskiego parku samochodowego oraz od średniego rocznego przebiegu aut na prąd. Rząd otwarcie przyznaje, że prognozy obarczone są dużą niepewnością.

Eksperci przewidują, że nowy podatek może spowolnić sprzedaż aut elektrycznych, ponieważ znacząco podnosi całkowity koszt posiadania pojazdu w cyklu życia.

Zakaz sprzedaży spalinówek w 2030 roku i sprzeczne sygnały rządu

Wielka Brytania potwierdziła, że od 2030 roku na Wyspach będzie można rejestrować wyłącznie nowe auta zeroemisyjne lub hybrydowe. Premier Keir Starmer wielokrotnie powtarzał, że termin ten jest nienaruszalny.

Z tego powodu rząd przeznacza dodatkowe 1,48 mld euro na dopłaty do zakupu aut elektrycznych oraz 228 mln euro na rozbudowę sieci ładowania. Jednocześnie jednak wprowadza podatek, który te same auta obciąża nowymi kosztami.

Ta sprzeczność budzi ogromne kontrowersje. Wielu komentatorów i organizacji motoryzacyjnych uważa, że polityka rządu jest chaotyczna i może odstraszyć potencjalnych nabywców elektryków w kluczowym momencie transformacji transportu.

Europa idzie w stronę powszechnej opłaty za kilometr

Wielka Brytania, Hiszpania, Niemcy, Norwegia i coraz więcej krajów przygotowują się do wprowadzenia podatku od przejechanych kilometrów dla wszystkich pojazdów. Era darmowych autostrad i przywilejów wyłącznie dla elektryków dobiega końca.

W perspektywie najbliższych 5–8 lat system „pay-per-use” stanie się najprawdopodobniej standardem w całej Unii Europejskiej. Kierowcy muszą przygotować się na nowe, znaczące obciążenie niezależne od rodzaju napędu.

Pytanie brzmi już nie „czy”, lecz „kiedy” i „za ile” ten podatek pojawi się także w Polsce. Doświadczenia brytyjskie i hiszpańskie pokazują, że stawka rzędu 3–5 eurocentów za kilometr jest bardzo realna.