Minęły już cztery lata od momentu, kiedy Alfa Romeo ogłosiła przełomową decyzję o przejściu wyłącznie na samochody elektryczne do 2027 roku. Ostatnim modelem z silnikiem spalinowym miał być SUV Tonale, zaprezentowane w 2023 roku. Według pierwotnych planów dzieliły nas już tylko dwa lata od momentu, w którym włoski producent miał oferować wyłącznie pojazdy elektryczne.
Teraz, w styczniu 2025 roku, marka oficjalnie przyznaje, że ta strategia była błędna. Sytuacja byłaby kontrowersyjna nawet wtedy, gdyby napęd elektryczny preferowało 8 czy 9 na 10 klientów. Wystarczy spojrzeć na obecne reakcje związane z wycofywaniem modeli z manualną skrzynią biegów, mimo że często stanowią one mniejszość sprzedaży.
Rynek nie jest gotowy na elektryczną rewolucję
Producenci samochodów zdecydowali się oferować produkt, który nawet dziś w Europie wybiera zaledwie 13,6 procent klientów, mimo wieloletniego, intensywnego nacisku na maksymalizację tego wskaźnika. W Polsce ten odsetek nie przekracza nawet 3 procent. W tym kontekście pierwotna strategia całkowitej elektryfikacji wydaje się być co najmniej nieprzemyślana.
Ze względu na specyficzną i bardzo lojalną grupę nabywców, która w dużej mierze odpowiada za sprzedaż niektórych wersji, nie można tego lekceważyć. Zignorowanie nawet jednej piątej czy dziesiątej klienteli jest z założenia problematyczne. Sytuacja wymaga więc strategicznego przemyślenia.
Christine Feuell, nowo mianowana szefowa północnoamerykańskiego oddziału Alfy Romeo, oficjalnie potwierdziła zmianę strategii w rozmowie z Auto News. Chociaż nie powiedziała tego wprost, jej słowa są jednoznaczne. Mówi o „największej zmianie w planie produktowym i technologicznym, polegającej na przejściu od strategii czysto elektrycznej do multienergetycznej”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ranking sprzedaży marek premium w Polsce 2024. Jacy producenci i modele wiedli prym?
Wyniki sprzedaży wymuszają zmiany
Dla pracowników firmy trudno może być przyznać, że po czterech latach walki z wiatrakami właściwie wracają do punktu wyjścia, do normalności. Jednak słowa pani Feuell nie pozostawiają miejsca na inną interpretację. Ta zmiana kierunku jest zresztą łatwa do zrozumienia w świetle wyników sprzedaży.
Alfa Romeo sprzedała w zeszłym roku w Europie 45 419 samochodów, notując 10-procentowy spadek rok do roku, mimo wprowadzenia kluczowego modelu Junior (który notabene nie jest wyłącznie elektryczny, co też było znaczącym sygnałem). W Stanach Zjednoczonych sprzedaż wyniosła jedynie 8 865 nowych samochodów.
Szczególnie niepokojące było ostatnie kwartał ubiegłego roku, który przyniósł spadek o 38 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. To już czwarty rok z rzędu, kiedy rejestracje nowych pojazdów marki spadają w USA.
Przyszłość sieci dealerskiej i nowa strategia
„W USA mamy 110 dealerów, dla których przetrwanie wyłącznie z portfolio elektrycznym byłoby bardzo trudne” – stwierdza pragmatycznie Feuell, dodając, że bez tej zmiany wielu z nich musiałoby zakończyć działalność. Kluczowym celem jest teraz ponowne rozszerzenie sieci sprzedaży do co najmniej 150 dealerów.
Aby to osiągnąć, dealerzy muszą oferować produkty, których klienci rzeczywiście pragną, a samochody elektryczne ewidentnie nie spełniają tych oczekiwań. Feuell wspomina również o planach podniesienia jakości, co ma przynieść znaczące oszczędności na naprawach gwarancyjnych.
Warto zauważyć, że podobny zwrot nastąpił szybko w przypadku większości marek należących do koncernu Stellantis. To pokazuje, jak znaczący wpływ na wcześniejszą strategię miał były szef Carlos Tavares. Wszystkie plany przyspieszonego przejścia na elektromobilność pochodziły z jego inicjatywy, mimo że jeszcze w zeszłym roku głośno krytykował złe decyzje polityczne. Skutki jego schizofrenicznego podejścia odczuwają teraz wszyscy dealerzy Alfy Romeo.
