Rozczarowujące wyniki sprzedaży modeli elektrycznych
Volkswagen w swoim komunikacie prasowym chwali się, że sprzedał już około pół miliona egzemplarzy elektrycznego hatchbacka ID.3. Liczba ta nie dotyczy jednak tylko ostatnich dwunastu miesięcy, ale całego okresu pięciu lat obecności modelu na rynku. Od 2019 roku dołączyły do niego kolejne modele: ID.4, ID.5, ID.6, ID.7, ID.Buzz i ID.Unyx.
Cała rodzina elektrycznych modeli osiągnęła w zeszłym roku sprzedaż na poziomie zaledwie 383 100 sztuk. Samochody elektryczne stanowią więc mniej niż 10 procent całkowitej sprzedaży Volkswagena, a ich sprzedaż spadła nawet w porównaniu z poprzednim rokiem.
To rozczarowujące wyniki nie powinny jednak dziwić – już w momencie debiutu w 2019 roku samochody te były wizualnie nijakie, jakościowo nieprzekonujące i technicznie nieciekawe w porównaniu z konkurencją.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wyniki Volkswagena za 2024 obnażają jego główne problemy. Fiasko samochodów elektrycznych, ogromne uzależnienie od Chin
Technologiczne braki i wysokie ceny
Podczas gdy koreańscy i chińscy producenci oferują moc ładowania na poziomie 350 lub nawet 500 kW, niemieckie modele osiągają maksymalnie 200 kW. To znacząco wydłuża proces ładowania, który dodatkowo trzeba wykonywać częściej ze względu na stosunkowo niewielką pojemność akumulatorów – największe mają tylko 86 kW.
Volkswagen pozostaje w tyle również pod względem osiągów. Tesla od lat oferuje Model S Plaid z mocą 1034 koni mechanicznych i przyspieszeniem do setki w dwie sekundy. Tymczasem najlepsze niemieckie warianty GTX dysponują dwoma silnikami o łącznej mocy zaledwie 340 KM.
ID.7, będący elektrycznym flagowcem marki, przyspiesza do setki w 5,5 sekundy, ale jego cena startowa to aż 227 690 złotych. Za ledwie 12 tysięcy złotych więcej Kia oferuje 585-konny model EV6 GT.
Brak nowości i niepewna przyszłość
W całym 2024 roku nie pojawi się żadne nowe „ID” – potwierdził to analityk Matthias Schmidt w rozmowie z Bloombergiem. Ostatnie elektryczne premiery Volkswagena to pokazane w zeszłym roku ID.7 Tourer (kombi bazujące na sedanie) oraz ID.Unyx, który jest jedynie przebrandowaną Cuprą Tavascan dostępną wyłącznie w Chinach.
Volkswagen ambitnie zakłada, że dzięki samochodom elektrycznym zwiększy swoją sprzedaż w Chinach z obecnych 2,9 miliona do 4 milionów sztuk w 2030 roku. Tymczasem jedyne modele cieszące się rzeczywistym zainteresowaniem klientów to te z silnikami spalinowymi – czy to w czystej formie, czy z minimalnym stopniem elektryfikacji.
Choć firma pracuje nad nowymi modelami, w tym ID.2, trudno oczekiwać, że staną się one przełomem. Nowe pojazdy rozwijane we współpracy z chińskimi producentami mają głównie przyciągnąć tamtejszych klientów, ale wysokie ceny mogą stanowić barierę dla sukcesu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Golf MK9. To nie będzie 100% Volkswagen. Znamy coraz więcej szczegółów
Kosztowne konsekwencje błędnej strategii
Według szacunków Rolfa Wollera, szefa relacji inwestorskich Volkswagena, firma nie osiągnie tegorocznych celów emisyjnych (od 2025 roku weszły w życie nowe normy emisji tzw. CAFE). Skutkiem będzie kara około 1,5 miliarda euro lub konieczność podjęcia równoważnych działań kosztowych. Firma ma kilka opcji: może zapłacić bezpośrednie kary finansowe, jeszcze bardziej obniżyć ceny samochodów elektrycznych (nawet poniżej kosztów produkcji), ograniczyć produkcję lub zastosować mechanizm „poolingu”. Wszystkie te działania będą kosztować podobną kwotę.
Volkswagen znalazł się w pułapce własnej strategii – próbując zadowolić unijnych regulatorów, stracił kontakt z potrzebami klientów. Efektem jest najgorszy możliwy scenariusz – samochody elektryczne marki nie cieszą się popularnością wśród kupujących, a jednocześnie nie pomagają uniknąć kar ze strony UE. To pokazuje, jak kosztowne mogą być błędne decyzje strategiczne w dynamicznie zmieniającym się przemyśle motoryzacyjnym.
