Początkowo spór wydawał się nie do rozwiązania – kierownictwo VW nalegało na masową redukcję płac, zwolnienie dziesiątek tysięcy pracowników i zamknięcie co najmniej trzech fabryk. W odpowiedzi związki zawodowe groziły strajkami i protestami na wielką skalę. Choć jeszcze na początku tygodnia porozumienie wydawało się odległe, ostatecznie udało się osiągnąć kompromis przed świętami. Zawarto umowę nazwaną „Zukunft Volkswagen” (Przyszłość Volkswagena), która na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie kapitulacji zarządu. Jednak diabeł tkwi w szczegółach.
Rzeczywistość ukryta za fasadą porozumienia
Media początkowo przedstawiały umowę jako zwycięstwo pracowników, sugerując, że nie będzie zwolnień ani zamykania fabryk, a pracownicy jedynie zgodzą się na zamrożenie płac w zamian za gwarancję zatrudnienia do 2030 roku. Jednak szczegółowa analiza dokumentu pokazuje zupełnie inny obraz.
Niemiecka gazeta Handelsblatt nie ma wątpliwości – to Oliver Blume jest zwycięzcą tych negocjacji. Związki zawodowe, świadome swojej słabej pozycji negocjacyjnej, dążyły do zawarcia jakiegokolwiek porozumienia przed świętami, wiedząc, że VW nie ustąpi, a strajki w styczniu nie przyniosą rozwiązania. Zdawali sobie sprawę, że chodzeniem z transparentami po fabryce nie wyżywią rodzin.
Thorsten Gröger z IG Metall oraz Daniela Cavallo, główna przedstawicielka związków zawodowych w VW, przedstawiają umowę jako sukces pracowników. Cavallo podkreśla, że żadna fabryka nie zostanie zamknięta, nikt nie zostanie zwolniony z przyczyn operacyjnych, a system wynagrodzeń zostanie długoterminowo zabezpieczony. Jednak ich optymistyczne wypowiedzi znacząco odbiegają od rzeczywistości.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Golf MK9. To nie będzie 100% Volkswagen. Znamy coraz więcej szczegółów
Prawdziwe konsekwencje porozumienia
W ramach „społecznie akceptowalnej redukcji siły roboczej” zlikwidowanych zostanie 35 tysięcy miejsc pracy w Niemczech. Choć formalnie nikt nie otrzyma wypowiedzenia z przyczyn operacyjnych, skala redukcji jest ogromna i nie ograniczy się tylko do naturalnych odejść na emeryturę.
Produkcja zostanie zmniejszona o 734 tysiące samochodów rocznie. Volkswagen nie zamknie wprawdzie fabryk, ale może je sprzedać wraz z pracownikami. Szczególnie zagrożone są zakłady w Osnabrück i Dreźnie, które mogą wkrótce zmienić właściciela i profil działalności.
Pracownicy otrzymają gwarancję zatrudnienia, ale za cenę zamrożenia płac do 2031 roku. Oznacza to, że przez siedem lat nie będą mogli liczyć na podwyżki, pracując potencjalnie dla innego pracodawcy w fabryce, która już nie będzie należeć do Volkswagena.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Audi zamyka fabrykę samochodów elektrycznych w Brukseli. Brak chętnych
Finansowe aspekty i przyszłość koncernu
Program oszczędnościowy ma przynieść Volkswagenowi oszczędności rzędu 1,5 miliarda euro rocznie na kosztach wynagrodzeń. W perspektywie kilku lat całkowite oszczędności mają sięgnąć 15 miliardów euro rocznie. Thomas Schäfer, szef marki VW, potwierdza realizację wszystkich trzech kluczowych celów negocjacyjnych – redukcję nadmiernych mocy produkcyjnych w niemieckich zakładach, obniżenie kosztów wynagrodzeń oraz zmniejszenie wydatków na rozwój do konkurencyjnego poziomu.
Sam Oliver Blume podkreśla, że dzięki uzgodnionemu pakietowi działań firma wyznaczyła decydujący kierunek na przyszłość w zakresie kosztów, mocy produkcyjnych i struktur, dodając: „Teraz jesteśmy z powrotem w pozycji, w której możemy skutecznie kształtować własny los”. Symbolicznym potwierdzeniem zmian jest decyzja o przeniesieniu produkcji Golfa do Meksyku od 2027 roku. To historyczna zmiana – najpopularniejszy model firmy po raz pierwszy będzie produkowany poza Niemcami.
Analiza działań związków zawodowych rodzi poważne wątpliwości co do skuteczności przyjętej strategii negocjacyjnej. Paradoksalnie, bezpośrednie zwolnienia i zamknięcie fabryk mogłyby przynieść lepsze rezultaty dla znacznej części załogi – pozostali pracownicy mogliby liczyć na lepsze warunki, a zwolnieni mieliby szansę znaleźć nową pracę na własnych warunkach. Volkswagen przedstawia porozumienie jako „połączenie gwarancji zatrudnienia, stabilności finansowej i wiodącej pozycji technologicznej”, jednak w rzeczywistości jest to jedynie marketingowy przekaz. Firma osiągnęła wszystkie swoje cele, zachowując przy tym pozytywny wizerunek w mediach.
Zawarte porozumienie jest nie tylko sukcesem koncernu, ale także niepokojącym sygnałem o kondycji niemieckiego przemysłu. Konieczność tak drastycznych cięć w jednej z największych firm motoryzacyjnych świata, połączona z zamrożeniem płac na siedem lat i redukcją produkcji o trzy czwarte miliona samochodów rocznie, rysuje wyjątkowo pesymistyczny obraz przyszłości niemieckiego sektora produkcyjnego.
